Samochód z dużym przebiegiem podczas oceny stanu technicznego w Warszawie Wawer

Samochód z dużym przebiegiem – kiedy dalsze naprawy przestają mieć sens?

200 tysięcy kilometrów.

Dla jednego kierowcy oznacza to natychmiastową sprzedaż samochodu. Dla drugiego dopiero połowę jego życia.

I obaj mogą mieć rację.

Przebieg sam w sobie nie mówi, czy samochód jest dobry, ani czy dalsze inwestowanie w niego ma sens.

Po latach pracy z używanymi samochodami patrzymy na to trochę inaczej.

Nie pytamy tylko: „ile ma przejechane?”.

Pytamy: „co przy tym przebiegu zostało już zrobione i co prawdopodobnie będzie do zrobienia za chwilę?”.

To znacznie ważniejsze.

200 tys. km autostradą i 200 tys. km po Warszawie to dwie różne rzeczy

Samochód pokonujący regularnie dłuższe trasy pracuje w dość stabilnych warunkach.

Silnik jest rozgrzany, filtr DPF ma możliwość regeneracji, sprzęgło nie pracuje co kilkanaście sekund, a zawieszenie nie walczy bez przerwy ze studzienkami i progami zwalniającymi.

W aucie eksploatowanym wyłącznie na krótkich odcinkach sytuacja może wyglądać inaczej.

Dlatego sam licznik nie wystarcza.

Najważniejsze jest to, co już było wymienione

Przy większym przebiegu zaczynamy patrzeć na historię obsługi.

Czy był robiony rozrząd?

Czy automat miał wymieniany olej?

Czy sprzęgło i dwumasa są jeszcze fabryczne?

Co z turbiną?

Jak wygląda DPF?

Czy zawieszenie było już remontowane?

Czy klimatyzacja działa?

Jeżeli właściciel ma samochód od kilku lat i potrafi powiedzieć, co było robione, dużo łatwiej ocenić jego dalszą przyszłość.

Jeden większy wydatek jeszcze nie oznacza, że trzeba sprzedawać

Załóżmy, że samochód jest wart 30 tys. zł i trzeba zrobić rozrząd za 2 tys.

To normalny koszt eksploatacyjny.

Jeżeli poza tym auto jest zadbane, nie ma większego sensu sprzedawać go tylko dlatego, że przyszła pora na serwis.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy kilka wydatków pojawia się jednocześnie.

Rozrząd, DPF, automat, zawieszenie, klimatyzacja i dwa elementy do lakierowania.

Osobno każda z tych rzeczy może być do przełknięcia.

Razem potrafią przekroczyć rozsądną część wartości samochodu.

Najważniejszy jest stosunek kosztów do wartości auta

To najprostszy sposób, żeby spojrzeć na sprawę bez emocji.

Jeżeli samochód wart jest 45 tys. zł i trzeba zainwestować 3 tys., często warto go naprawić.

Jeżeli samochód wart jest 15 tys. zł, a lista najbliższych napraw wynosi 7–8 tys., trzeba zastanowić się znacznie poważniej.

Zwłaszcza że po wydaniu tych pieniędzy nadal będziemy mieli samochód o wartości około kilkunastu tysięcy złotych.

Diesel przy dużym przebiegu

W dieslu po 200–250 tys. km mogą pojawić się droższe elementy.

DPF, EGR, turbo, wtryskiwacze, dwumasa czy układ AdBlue.

Nie oznacza to, że wszystkie muszą się popsuć.

Ale jeżeli dwa lub trzy z tych elementów zaczynają dawać objawy w podobnym czasie, rachunek szybko rośnie.

Wtedy warto policzyć dwa warianty: koszt doprowadzenia samochodu do dobrego stanu oraz wartość sprzedaży auta w stanie obecnym.

Benzyna też nie jest bezkosztowa

Często słyszę: „następny samochód kupię benzynowy, tam nie ma co się psuć”.

Niestety tak prosto nie jest.

Nowoczesne benzyny mają turbiny, bezpośredni wtrysk, filtry GPF, skomplikowane rozrządy i coraz więcej elektroniki.

Przy większych przebiegach także mogą wymagać kosztownych napraw.

Dlatego zawsze oceniamy konkretny silnik.

Automatyczna skrzynia może zmienić cały rachunek

Jeżeli przy 220 tys. km automat zaczyna szarpać, odwlekanie diagnostyki nie jest najlepszym pomysłem.

Czasem winny jest olej lub sterowanie.

Czasem zaczyna się poważniejszy remont.

Przy starszym aucie koszt naprawy automatu potrafi być jednym z głównych argumentów przemawiających za sprzedażą samochodu w obecnym stanie.

A co z samochodem, w który niedawno włożyłem dużo pieniędzy?

To częsta pułapka.

„Nie mogę go sprzedać, bo pół roku temu zrobiłem rozrząd za 2500 zł, hamulce za 1800 zł i klimatyzację”.

Rozumiem takie podejście.

Ale rynek nie zwraca właścicielowi wszystkich poniesionych kosztów jeden do jednego.

Nowy rozrząd czy hamulce zwiększają atrakcyjność samochodu, lecz nie podnoszą jego wartości dokładnie o kwotę z faktur.

Kupujący zakłada, że sprawny układ hamulcowy czy działający rozrząd są częścią sprawnego samochodu.

Duży przebieg nie przekreśla auta przy sprzedaży

Samochody z przebiegami 200, 250 czy 300 tys. km normalnie znajdują nabywców.

Kluczowa jest właściwa cena.

Często uczciwe auto z przebiegiem 240 tys. km jest łatwiejsze do sprzedaży niż samochód z podejrzanie niskim przebiegiem i niewiadomą historią.

W skupie również kupujemy samochody z dużymi przebiegami.

Nie wymagamy, żeby kilkunastoletnie auto wyglądało jak samochód po wyjeździe z salonu.

Musimy natomiast wiedzieć, w jakim jest stanie i jakie koszty mogą pojawić się po zakupie.

Kiedy rozważyłbym sprzedaż?

Najczęściej wtedy, gdy kilka drogich napraw zaczyna się nakładać.

Kiedy samochód coraz częściej trafia do warsztatu.

Kiedy właściciel potrzebuje auta na co dzień i przestaje ufać temu, którym jeździ.

Albo wtedy, gdy koszt najbliższych napraw staje się nieproporcjonalnie duży w stosunku do wartości samochodu.

Nie ma jednej granicy przebiegu, przy której należy powiedzieć „sprzedaję”.

Dla jednego auta będzie to 170 tys. km.

Drugie bez większych problemów zrobi 350 tys.

Najważniejszy jest rzeczywisty stan.

Jeżeli masz samochód w Wawrze, Aninie, Międzylesiu, Radości lub okolicy i zastanawiasz się, czy inwestować w kolejne naprawy, warto najpierw ustalić jego aktualną wartość.

Dopiero mając tę liczbę można rozsądnie policzyć, czy kolejne kilka tysięcy złotych wydanych w warsztacie rzeczywiście ma sens.

Udostępnij Post:

Polecane wpisy